czwartek, 17 maja 2012

Cała (biologiczna) prawda o miłości

Od zarania dziejów ludzie szukali odpowiedzi na pytanie czym jest uczucie, stan jakiego każdego nas doświadcza w swoim życiu. Stan, który wywołuje w nas żądze, spełnienie, euforię, zafascynowanie, szaleństwo, a nawet paranoje. Mowa tu oczywiście o uczuciu jakie przez nas nazywane jest miłością czy stanem zakochania.
Przez bardzo długi okres czasu „specjalistami” od określania i nazywania tego uczucia byli poeci, mędrcy i artyści. Swoje zdanie o miłości mają i biolodzy. Naukowcom ciężko było stwierdzić czym tak naprawdę jest miłość. Trudności sprawiały głównie ewentualne badania laboratoryjne, które mogły by pokazać czym tak naprawdę jest to uczucie i co je wywołuje w naszym organizmie. Dużo łatwiej jest zbadać stany złości, stresu czy euforii wywołanej konkretnym czynnikiem. Miłość jako „zjawisko” dotychczas „niewiadomego” pochodzenia była niezwykle trudnym podmiotem badań. Wyobraźmy sobie jak ciężko dobrać ludzi, którzy na widok siebie podczas badania mieliby się w sobie zakochać… Jak w warunkach laboratoryjnych zmusić kogoś do miłości (pomijając oczywiście zwierzątka laboratoryjne)? Rozzłościć nie jest trudno, potem można przeprosić i po sprawie. A co z rozkochaniem? Pojawiają się więc wątpliwości natury etycznej. Rozkochać… i zostawić? Trudno jest więc w laboratorium i w warunkach kontrolowanych biologowi (naukowcowi) badań miłość.

Lew Tołstoj mówi o miłości tak „ Miłość jest wtedy prawdziwa, gdy nie wiemy dlaczego.” Otóż okazuje się, że dziś już wiemy. A przynajmniej wydaje się nam, że wiemy.. Niemiecki socjolog Gerhard Crombach odkrył jaka substancja odpowiada za stan jaki nazywamy zakochaniem. Według tego naukowaca miłość to chemia i geny. A dokładniej miłość to C8-H11-N czyli fenyloetyloamina (w skrócie PEA). Z kolei Richard Davidson z Uniwersytetu Wisconsin odnalazł strukturę w mózgu, która jest odpowiedzialna za jej wydzielanie. Używając nowoczesnej techniki służącej do badania aktywności mózgu stwierdził, że ośrodek miłości znajduje się na terenie układu limbicznego, a dokładniej w podwzgórzu, które jest ośrodkiem wydzielania fenyloetyloanimy.

Stwierdzono również, że proces zakochania przebiega generalnie w trzech etapach. Pierwszym z nich jest odebranie bodźców wzrokowych, słuchowych i zapachowych na widok potencjalnego partnera. Kolejny to segregacja odebranych bodźców, tzn. stwierdzenie czy odebrane sygnały są dla nas atrakcyjne i pozytywne czy nie. Etap ten jest bardzo subiektywny, wiąże się z doświadczeniami i oczekiwaniami , kreowanymi przez nas samych wobec przyszłego wybranka. Jeśli informacje zostały odebrane jako pozytywne następuje kolejny etap. W momencie wykrycia zadowalających nas bodźców podwzgórze zaczyna wydzielać fenyloetyloaminę (PEA), która jest odpowiedzialna za wszystkie stany euforyczne towarzyszące zakochaniu. Fenyloetyloamina należy do grupy amfetamin (prawdziwe jest wiec strwierdzenie, ze miłośc utumania jak narkotyk), a jej podwyższone stężenie w mózgu objawia się stanami podobnymi do tych, jakie odczuwają narkomani: euforią, bezsennością, uczuciem nieuzasadnionej radości, pewnością siebie, zaburzeniami łaknienia czy depresją na przemian z ożywieniem i brakiem koncentracji.

Odpowiedzią na zwiększone wydzielanie fentyloetyloaminy jest wydzielanie noradrenaliny, która z kolei pobudza wydzielanie dopaminy. Dopamina razem z fenyloetyloaminą wywołują emocje i odczucia jakie nazywamy stanem zakochania. Na tym etapie osoba zakochana może zachowywać się jak po zażyciu amfetaminy. Świat jest kolorowy, wszystko wydaje się proste i bez znaczenia, inaczej mówiąc sielanka. Niestety nic nie trwa wiecznie. Substancje chemiczne wydzielane przez nas organizm mają to do siebie, że ich poziom najczęściej po pewnym czasie spada. Wydzielanie fenyloetyloaminy stopniowo maleje. Jej wytrącanie kończy się przeważnie po dwóch latach, nawet wtedy jeżeli nasz związek dalej trwa a partner darzy nas względami i uczuciem. Po tym okresie żaden z partnerów nie mówi już o motylach w brzuchu i idyllicznym szczęściu, raczej nazywamy to przywiązaniem, związkiem dojrzałym albo nawet szarą codziennością. Wiele par po tym okresie czasu przechodzi kryzys, wiele z niego nie wychodzi we dwoje… Jednak i tym razem nasz organizm w pewnym sensie „bierze sprawy w swoje ręcę”. W ciężkich chwilach, gdy miłość nie jest już tak piękna jak na początku, zostaje wydzielana endorfina, która w działaniu przypomina łudząco morfinę. Substancja ta jest jednak wydzielana tylko w obecności partnera i daje nam poczucie bezpieczeństwa oraz stabilizacji w trudnych chwilach. Dodatkowo u kobiet w tym samym czasie wydzielana jest oksytocyna, która wydzielana jest także podczas orgazmu, a u mężczyzn wazopresyna, która daje im poczucie bliskości i przywiązania. To daje nam poczucie szczęścia mimo, iż w naszym organizmie stężenie PEA drastycznie maleje.

Być może czujecie się rozczarowani tym, że miłość to tak naprawdę szereg reakcji chemicznych zachodzących po sobie w odpowiedzi na konkretny bodziec , jednak nie zapominajmy o tym, że tylko my sami, nasze oczekiwania i doświadczenia życiowe są w stanie wywołać kaskadę tych zdarzeń. Może nie mamy wpływu na to, co dzieje się w naszym organizmie w trakcie zakochania, ale my sami (podświadomie) decydujemy o wyborze partnera i o długości trwania związku.

Czy naukowcy wyjaśnili czym jest miłość? W zasadzie biolodzy opisali ten stan z punktu widzenia fizjologicznego. Ale nie wyjaśnili, dlaczego zakochujemy się w konkretnej osobie i dlaczego jedne związki trwają krótko a w innych miłość kwitnie przez dziesiątki lat. Opisać to nie znaczy jeszcze wyjaśnić.

Karolina Sobolewska (studentka biotechnologii)

Opracowano w oparciu o:
(fot. S. Czachorowski: kłódki na moście zamkowym w Olsztynie, umieszczane przez zakochanych.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz