
Po co są zajęcia terenowe z zoologii bezkręgowców? To nie tylko jeden z wielu przedmiotów, to także okazja poznawania gatunków w ich naturalnym środowisku i okazja by za pomocą przykładów (spotkane gatunki) rozmawiać o szerszych i bardziej uniwersalnych procesach biologicznych. Biologia to nauka o życiu, a życie poznaje się nie tylko w sterylnym laboratorium lecz i w terenie. Tam, gdzie można się ubrudzić błotem, gdzie bywają komary, pokrzywa i kleszcze i gdzie trzeba się nachodzić. I nigdy nie wiemy co spotkamy. Każda wyprawa jest przygoda odkrywców.
Na jedno z ćwiczeń terenowych wybraliśmy się ze studentami pierwszego roku biologii pociągiem do rezerwatu „U źródeł rzeki Łyny”. W rezerwacie biologia przestaje być zbiorem definicji, a staje się doświadczeniem, które czuje się w nogach, w dłoniach i w uważnym spojrzeniu. Tego dnia przeszliśmy ponad dziesięć kilometrów – niby zwykły spacer, a jednak pełen zatrzymań, schylania się nad trawą, nasłuchiwania, porównywania, dyskutowania. Kilka godzin wspólnego wędrowania zamieniło się w żywą lekcję zoologii bezkręgowców, taką, której nie da się przeprowadzić w żadnej sali wykładowej. Są to doświadczenia, do których wraca się na Sali ćwiczeniowej.
Teren uczy inaczej. Wymaga cierpliwości, pokory i gotowości na niespodzianki. Chrabąszcz majowy leżący na ścieżce, połyskująca granatowo oleica maszerująca powoli przez mech, świerszcze zdradzające swoją strydulacją, ważki przecinające powietrze jak precyzyjne, ewolucyjne konstrukcje, chruściki żyjące w strumieniu, żylenice unoszące się nad wodą – każdy z tych momentów był małym odkryciem. Nie z podręcznika, nie z ilustracji, ale z bezpośredniego spotkania, które zostaje w pamięci, bo jest prawdziwe. Gatunek, jako pretekst i rekwizyt do biologicznej opowieści.
Wspólne chodzenie, rozmowy, żarty, dzielenie się obserwacjami i wątpliwościami tworzą coś więcej niż tylko zajęcia. To budowanie zespołu, w którym każdy patrzy inaczej, ale wszyscy uczą się od siebie nawzajem. Wysiłek – zmęczenie, pot, czasem błoto – nie przeszkadza, a wręcz wzmacnia poczucie, że wiedza zdobyta w terenie ma swoją wagę. Jest wypracowana, a nie podana.
Tak właśnie studiuje się biologię: w ruchu, w terenie, wśród zapachów lasu i chłodu źródlanej wody, w towarzystwie owadów, które nie wiedzą, że są bohaterami naszych zajęć. Wspólna wyprawa do źródeł Łyny była przypomnieniem, że nauka zaczyna się od ciekawości, a ciekawość najlepiej rozwija się tam, gdzie życie toczy się swoim własnym rytmem – poza murami uczelni, na ścieżkach, które prowadzą nie tylko przez las, ale też w głąb biologicznego zrozumienia świata.
Stanisław Czachorowski





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz