czwartek, 7 kwietnia 2016

Ś.p. prof. dr hab. Henryk Chudyba

Z głębokim smutkiem zawiadamiamy,
że 1 kwietnia 2016 roku zmarł
Ś.P.
Prof. dr hab. Henryk CHUDYBA
znany algolog, wybitny botanik, wieloletni pracownik Katedry Botaniki i Ochrony Przyrody Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, wychowawca wielu pokoleń studentów i naukowców, wspaniały nauczyciel i serdeczny kolega, człowiek niezwykłej prawości i życzliwości.
 Na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Uroczystość pożegnania odbędzie się w środę 6 kwietnia 2016 roku o godz. 1100 w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu w Kortowie. Złożenie urny z Prochami do grobu rodzinnego odbędzie się w Krakowie na cmentarzu Salwator.


Biogram pożegnalny

Pan profesor dr hab. Henryk Chudyba urodził się 25 września 1933 r. roku Suchej Beskidzkiej. Dzieciństwo i okres młodzieńczy spędził w swoim rodzinnym miasteczku. Tam też w 1951 r. ukończył Liceum i krótko pracował w administracji miejskiej.
Studia wyższe ukończył w 1958 r. na Wydziale Geograficzno-Biologicznym w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie i tamże bezpośrednio po studiach podjął pracę na stanowisku asystenta. W 1963 r. swoje góry i Kraków „porzucił” na rzecz jezior mazurskich i od tego czasu na stałe związał się z Uczelnią Kortowską, gdzie przeszedł wszystkie szczeble akademickiej kariery naukowej:
  • w 1965 r. doktor nauk przyrodniczych na podstawie badań, które jeszcze zrealizował w Krakowie pod kierunkiem prof. Karola Starmacha w Uniwersytecie Jagiellońskim;
  • w 1976 r. doktora habilitowanego na podstawie pracy habilitacyjnej dotyczącej dynamiki glonów jeziora Kortowskiego w związku podjętą rekultywacją poprzez usuwanie hipolimnionu;
  • tytuł profesora został mu nadany przez Prezydenta RP w 1990 r.
Od 13 lat był na zasłużonej emeryturze.
Od początku pracy naukowej specjalizował się w hydrobotanice. Zajmował się głownie taksonomią i ekologią glonów, florą roślinnością jezior i jej dynamiką. Swojej specjalności pozostał wierny do końca pracy naukowej. Poza dydaktyką realizowaną na macierzystych Wydziałach, wcześniej Kształtowania Środowiska i Rolnictwa (Rolniczym), później Biologii i Biotechnologii przez większość swojej pracy dydaktycznej był także związany z Wydziałem Ochrony Środowiska i Rybactwa (obecnie Nauk o Środowisku) realizując tam przedmioty botaniczne.
W naukowym dorobku pozostawił po sobie ponad 70 publikacji z zakresu hydrobotaniki, algologii i ochrony przyrody. Bardzo chętnie pisał także liczne artykuły popularno-naukowe upowszechniające wiedzę hydrobiologiczną.
Losy zawodowe wielu pracowników zatrudnionych Katedrze Botaniki i Ochrony Przyrody były związane z Profesorem. Prywatnie był osobą o pogodnym usposobieniu i dużej wyrozumiałości.
Ze głębokim smutkiem żegnamy Ciebie Profesorze.

W imieniu Rektora, Dziekana Wydziału Biologii i Biotechnologii, pracowników Katedry Botaniki i Ochrony Przyrody, społeczności akademickiej, małżonce Danucie, synowi z rodziną składamy wyrazy szczerego współczucia.
Łączymy się z Wami w bólu.

środa, 6 kwietnia 2016

ś.p. prof. dr hab. Eugenia Dyner

Z głębokim smutkiem zawiadamiamy, że 3 kwietnia 2016 roku zmarła

ś.p. prof. dr hab. Eugenia Dyner

były Kierownik Zakładu Mikrobiologii i Immunologii, Instytutu Biologii i Ochrony Środowiska, Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie, emerytowany profesor Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, wybitny naukowiec, ceniony nauczyciel akademicki i wychowawca wielu pokoleń młodzieży i kadry naukowej, specjalistka z zakresu bakteriologii, mykologii i parazytologii, wyróżniona wieloma odznaczeniami wojskowymi, państwowymi i resortowymi, oddany przyjaciel współpracowników i studentów.

Na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Wyrazy szczerego współczucia Rodzinie zmarłej składa Rektor i Senat, Dziekan i Rada Wydziału Biologii i Biotechnologii oraz pracownicy Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Uroczystości żałobne rozpoczną się 12 kwietnia 2016 roku:
 - o godz. 1100 pożegnanie w auli im. prof. Z. Moczarskiego (ul.  Oczapowskiego-Kortowo).
- o godz. 1200 Msza św. w Kościele  parafialnym pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu w Kortowie, a następnie pogrzeb na cmentarzu komunalnym przy ul. Poprzecznej w Olsztynie.

wtorek, 5 kwietnia 2016

L’Oréal Polska "Dla Kobiet i Nauki"

Wiążesz swoją przyszłość z karierą naukową? A może jesteś na etapie pisania pracy magisterskiej i chciałabyś uzyskać wsparcie finansowe? Przyjdź na spotkanie informacyjne dotyczące programu L’Oréal Polska "Dla Kobiet i Nauki" i dowiedz się, jak otrzymać stypendium naukowe! Spotkanie w dniu 12 kwietnia 2016 r.,  Wydział Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie, ul. Oczapowskiego 1A (sala nr 005) .

IDEA PROGRAMU
Dla L’Oréal nauka jest wielką wartością. Dlatego w 2000 roku powołaliśmy do życia program stypendialny "Dla Kobiet i Nauki", aby wspierać finansowo utalentowane kobiety-naukowców, promować ich osiągnięcia naukowe oraz zachęcać je do kontynuacji prac zmierzających do rozwoju nauki. Wierzymy, że piękno rodzi się w umyśle, a nauka jest jego nieodłącznym elementem.

POZNAJ LAUREATKI PROGRAMU
Razem z Polskim Komitetem ds. UNESCO oraz Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego nagrodziliśmy już 75 wspaniałych badaczek, które regularnie spotykają się, wymieniają doświadczeniami oraz wspierają w nowych przedsięwzięciach naukowych. Razem przecież możemy więcej! :) W otwartym spotkaniu informacyjnym dotyczącym Programu weźmie udział nasza stypendyska - lek. med. Justyna Chałubińska-Fendler, która została wyróżniona w 2015 roku. W centrum jej zainteresowań badawczych znajduje się zagadnienie eliminacji skutków ubocznych radioterapii u chorych na raka płuca. Jest doktorantką w Stacjonarnym Studium Doktoranckim przy Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. S

POTKANIE DLA CIEKAWYCH!
Jeśli zastanawiacie się, jak Program pomaga badaczkom, co skłoniło Justynę Chałubińską-Fendler do udziału w nim, jakie badania przez nią prowadzone zostały wyróżnione, czemu aktualnie się poświęca i jakie ma naukowe plany na przyszłość - przyjdzie na spotkanie. Przedstawiciele L’Oréal Polska oraz laureatki odpowiedzą na wszystkie Wasze pytania!

Wydarzenie na Facebooku


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Małe zwierzęta domowe

Kilka miesięcy temu zaczęłam dorywczą pracę w sklepie zoologicznym. W związku z powierzonymi mi obowiązkami, byłam zobowiązana do poznania natury wielu gatunków zwierząt domowych. Nie trzeba było mnie do tego zmuszać. Temat na tyle mnie zaciekawił, że sama w wolnych chwilach wyszukiwałam wiele cennych, ciekawych informacji. Zapisałam się również do kilku grup na portalu Facebook, w których to ludzie z różnych przedziałów wiekowych wymieniali się cennymi poradami i spostrzeżeniami. Dołączenie do tych grup pozwoliło mi na wyrobienie własnego stanowiska w wielu kwestiach. 

W obecnych czasach ludzie żyją coraz intensywniej. Większość czasu spędzają poza domem, czy to w pracy czy na uczelni. Często nie mogą sobie pozwolić na posiadanie psa, gdyż nie mają wystarczająco dużo czasu na regularne spacery i opiekę nad nim. Myślę że w takim przypadku dobrze jest rozważyć możliwość posiadania zwierzaka, który jest mniej wymagający a jednak da nam wiele radości. Przed pojawieniem się zwierzaka w naszym domu powinniśmy poznać jego naturę i posiąść odpowiednią wiedzę na jego temat. W związku z powyższym chciałabym przybliżyć dwa gatunki zwierząt – szynszyla i papugę żako. Dlaczego mój wybór padł na te konkretne zwierzęta ? Myślę, że są to mało znane zwierzęta wśród ludzi którzy nie są zagłębieni w ten temat, a są to na tyle ciekawe i godne zainteresowania zwierzęta że chciałabym przybliżyć ich naturę.

Pierwszym wybranym zwierzęciem jest szynszyla mała. Jej cechą charakterystyczną jest posiadanie niesamowicie gęstego, puszystego i miękkiego futra. W warunkach naturalnych żyje obecnie już tylko na terenie Rezerwatu Narodowego Las Chinchillas – rezerwatu położonego w okolicy miasta Illapel w chilijskiej prowincji Choapa. W związku z licznymi polowaniami, szynszyla mała jest obecnie zaliczana przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody, (IUCN) do gatunków krytycznie zagrożonych na wolności. Jest to zwierzę żyjące na terenach górskich, skalistych.

Gatunek ten wykazuje wyraźny dymorfizm płciowy – samce (600g) są mniejsze od samic (ok.800g). Są to zwierzęta nocne, więc będą idealne dla „nocnych marków”. Z natury szynszyla jest bardzo socjalna i rodzinna. Nie wskazane jest trzymanie takich zwierząt pojedynczo, gdyż czują się osamotnione i częściej zapadają na różne choroby. Jak na domowe gryzonie żyją bardzo długo – nawet do 20 lat.

Z racji tego, że szynszyla ma silnie umięśnione skoki i skacze nawet na wysokość metra, musi mieć odpowiednio dużą klatkę oraz powinno jej się zapewnić codzienny kilkugodzinny wybieg. Minimalne wymiary klatki to 40 cm – szerokość, 70cm – długość, 80cm – wysokość. Dobrze gdy klatka jest wyposażona w półki po których szynszyla może skakać.  Podstawą żywieniową szynszyli jest odpowiednio zbilansowana karma przeznaczona dla szynszyli w postaci mieszanki lub granulatu. Dodatkowo wskazane jest podawanie siana i suszonych ziół oraz warzyw. W przypadku szynszyli trzeba uważać jednak na zawartość cukru w owocach, warzywach czy innych przekąskach – szynszyle są diabetykami. W związku z tym że szynszyle są gryzoniami, przez całe życie rosną im zęby. Trzeba dostarczać im elementy na których mogą je ścierać, np. gałęzie drzew owocowych.  Zwierząt tych nie kąpiemy w wodzie. Wystarczy zapewnić im dostęp do dużej miski z czystym piaskiem do kąpieli dla szynszyli. Tarzając się w drobnoziarnistym piasku czyszczą swoje delikatne futro z zanieczyszczeń i nadmiaru tłuszczu. 

Kolejnym gatunkiem, który według mnie zasługuje na uwagę jest papuga żako. Jest to duża papuga, wielkości ok 32cm, biało-szarym ubarwiona z czerwonym ogonem. Żyje bardzo długo – nawet do 50 lat. Ma bardzo silny i duży dziób, którym w obronie potrafi wyrządzić krzywdę. 

W warunkach naturalnych wydają ochrypłe wrzaski i głośne, rytmiczne gwizdy. Nawołują głównie wieczorem wracając z żerowisk na nocleg. W warunkach domowych panuje powszechna opinia, że papugi potrafią mówić. Jest to błędne przeświadczenie. Papugi potrafią jedynie naśladować usłyszane dźwięki i ewentualnie kojarzyć je z określonymi sytuacjami. Jest to związane z faktem, iż stwierdzono że papugi te posiadają umysł rozwinięty jak u 6-letniego dziecka. Żako uwielbiają być w centrum zainteresowania, dlatego często naśladują dźwięki niekoniecznie miłe dla ucha człowieka np. dźwięk naszego budzika czy też skrobanie paznokciem po tablicy szkolnej.

Na wolności żyją w stadach. W warunkach hodowlanych często upatrują swojego towarzysza w człowieku. Trzeba mieć na uwadze, że żako wybierają sobie same swojego „partnera” czyli upatrują sobie go w jednym z domowników. Na innych ludzi, nawet mieszkających w tym samym domu, których dobrze zna, może reagować agresywnie. Co więcej, bardzo źle znoszą wszelkie zmiany w relacjach ze swoim upatrzonym domownikiem, np. jego kilkudniową nieobecność. W takiej sytuacji mogą popadać w depresję która objawia się wyrywaniem piór. Tak więc, papuga żako jest bardzo ciekawym ptakiem ale nie jest odpowiednia dla każdego. Wymaga ona sporo uwagi gdyż ma bardzo wrażliwą psychikę. 

Reasumując, przed podjęciem decyzji o chęci przygarnięcia jakiegokolwiek zwierzęcia do naszego domu, musimy dobrze poznać określony gatunek i dopiero na podstawie uzyskanych informacji określić czy będziemy w stanie zapewnić tym zwierzakom odpowiednie warunki do życia. Nie mniej jednak, warto zastanowić się nad zaprzyjaźnieniem się ze zwierzętami o tak intrygującej naturze.

Martyna Jabłońska
Biotechnologia inż., rok III, grupa 3

Folk knowledge contra NFZ

Wiedza sprzed ponad 50 tysięcy lat świadczy o zakorzenianiu świadomości na temat leczniczej działalności ziół. Staroegipski papirus medyczny Ebersa z XV w p.n.e. zawierał w przybliżeniu około 900 recept; w skład których wliczały się obok ziół także minerały i pochodne składniki odzwierzęce.

Współczesne czasy, mimo ciągłego dostępu do naturalnej medycyny, uniemożliwiają swoim tempem i presją absolutnemu zawierzeniu i oddaniu lecznictwu sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat. Chociaż wiemy coraz więcej, świadomość i dostęp do wiedzy mamy ogromne, to farmakologia i propozycje terapii lekarzy szprycują nas chemią i fabrykantami. Homeopatia i ziołolecznictwo wymagają czasu, cierpliwości, konsekwencji i potężnej determinacji. Specyfiki apteczne dają efekty szybciej, idą w parze z pędem XXI wieku - napakowują człowieka i pompują go do gotowości, by jak najprędzej stanął w szranki z wyzwaniami w wyścigu korposzczurów.

W tym zabieganiu i wirze powinności, nawet zwolennicy Matki Natury zapominają się nierzadko, chcąc nadążyć za życiem. Dopadło i mnie. Pewnego wczesnowiosennego ranka już się nie podniosłam. Poważna choroba kręgosłupa przewartościowała moje życie, namieszała, pozmieniała i narzuciła typowy proces leczenia służby zdrowia. Najpierw ładują arsenałem leków na wszystko: na ból, na mięśnie, na układ nerwowy, na kości. Gdy okazujesz się trudnym przypadkiem, który nie daje się tradycyjnie zaleczyć, zapraszają ochoczo na salę operacyjną, gdzie obok szans na cudowne ozdrowienie, możesz liczyć na jakiś przypadkowy paraliż, porażenie nerwu, uszkodzenie zwieracza tudzież dożywotnie kalectwo.
Uporem maniaka kontynuuję ciągłe sesje fizjoterapeutyczne i rehabilitacje, ale w pewnym momencie ta kolekcja leków zaczęła mnie przerażać. W taki to sposób przyjrzałam się bliżej zapomnianym specyfikom naturalnym, które być może przyniosą jakąś optymalną ulgę w rekonwalescencji.

Powszechnie na narząd ruchu poleca się preparaty wapniowe, najlepiej z ostryg - bo te są z największym sukcesem przyswajane przez organizm, ponadto by wapń dobrze się wchłaniał wprost do kości, dochodzi witamina D z dodatkiem witaminy K2. Na układ neurologiczny - naturalne bogactwo kompleksu witamin z grupy B - drożdże. Maść polecana na problemy reumatologiczne czy bóle mięśniowo-stawowe, często stosowana przez dyskopatów, to maść z sadła świstaka, niestety w moim przypadku nie okazała się trafna i nie spełniała swoich właściwości przeciwbólowych.

Do tego oczywiście remedium na bóle i kontuzje, czyli mieszanka mięty, rozmarynu, kamfory, mentolu, kasztanowca zwyczajnego, eukaliptusa i arniki w formie popularnie znanej maści końskiej. Dodatkowo kilka innych powszechnych środków, które także zawiodły, w tym olejek z arcydzięgla, wyciągi z papryczki chilli i goździków.

Czy zatem nowo-prastare, wyszperane "cudeńka" mają szansę zadziałać? Tego nie wiem. Niemniej jednak zapragnęłam dowiedzieć się więcej i spróbować. Na pierwszy ogień poszedł żywokost - bardzo atrakcyjny i często stosowany w medycynie ludowej.

Żywokost lekarski (Symphytum officinale) znany jest także pod nazwami żywego gnatu czy kosztywału. Można się także zetknąć z określeniem go jako polskim żeń-szeniem, ze względu na wygląd jego korzenia - z zewnątrz ciemnobrunatnego, wewnątrz białego. Zasięg występowania rozpościera się na obszar niemal całej Europy i Azji aż po rejony wschodniej Syberii. W Polsce jest pospolity, można go spotkać w okolicach "wodnych" - blisko rowów, brzegów zbiorników, kanałów; obejmuje swoim występowaniem cały obszar niżowy i rejony podgórskie. Symphytum officinale jest byliną sięgającą do metra wysokości, która charakteryzuje się szorstkim i gęstym "owłosieniem" liści oraz łodyg. Kwitnie na różowo, fioletowo, czasem na biało; w stylu rurkowych dzwoneczków.

Jak sama nazwa polska sugeruje, jego rolą ma być przywracanie kości do życia, stąd też szerokie zastosowanie w przeszłości podczas leczenia złamań, skręceń, zwichnięć czy stłuczeń. Nazwa łacińska wywodzi się od słowa oznaczającego wzmacnianie, zespolenie czy łączenie w jedność. W tym celu prokostnym stosowano zarówno drogę doustną jak i zewnątrzustrojową - smarowanie kontuzjowanych/chorych miejsc specjalnie przygotowaną maścią, np. na tłuszczu gęsim. Picie żywokostu miało swoje zastosowanie także przy innych schorzeniach, głównie układu pokarmowego i układu oddechowego. Wierzono bowiem w jego zdolność "powlekającą" ściany żołądka i jelit, co łagodziło objawy bólowe i odbudowywało błony śluzowe oraz "ściągającą" - przyśpieszając gojenie i regenerację. Sprzyjało to hamowaniu krwawień z przewodu pokarmowego, łagodzeniu stanów zapalnych, stosowano go na leczenie wrzodów żołądka, uważając że jego stosowanie przyspiesza ich gojenie się i zabliźnianie. Działanie ściągające i powlekające wykorzystywano także w regeneracji i leczeniu stanów zapalnych jamy ustnej, gardła i krtani. Z dawnych podań można wyczytać, iż żywokost ze swoim szerokim spektrum zastosowań, z sukcesem walczył z oparzeniami, odmrożeniami, różnego typu trudno gojącymi się ranami, żylakami, egzemą skórną, a także z ogólnie pojętą odpornością - ze względu na pobudzanie mechanizmów obronnych organizmu i zdolnością zwiększania liczby leukocytów obojętnochłonnych. Wiódł prym jako ziele o właściwościach odżywczych i wzmacniających, stosowany był przy leczeniu anemii, rekonwalescencji, wyczerpaniu. Irlandczycy spożywali go celem naprawienia "niedobrej krwi" i poprawienia jej krążenia. Można znaleźć porady zalecające stosowanie go przy problemach kobiecych, np. przy bólu piersi.
Liście żywokostu mają zastosowanie kosmetyczne, jak to obiegowo nazywam - prourodowe. Łagodzą podrażnienia, są idealne dla cery przesuszonej. Sprawdzają się w formie maceratu, nawilżającego toniku, okładu czy naparu. Doustne stosowanie żywokostu aktualnie jest zakazane, głównie ze względu na uszkadzanie wątroby przez toksyczne alkaloidy pirolizydynowe. Badania dowiodły, że długotrwałe zażywanie tych alkaloidów doprowadza do stopniowego uszkadzania miąższu wątroby, które w początkowej fazie jest niedostrzegalne. Objawia się zwiększaniem rozmiarów komórek, zwłóknieniami, przerostem tkankowym w przewodach żółciowych aż do marskości wątroby. Ta w wyniku uszkodzeń staje się wyraźnie wrażliwa na wszelkiego typu czynniki mutagenne, co często prowadzi to reakcji rakotwórczych. Podobnego typu uszkodzenia mogą ów alkaloidy doprowadzać w płucach, tworząc gruczolaka płatów płucnych. Paradoksalnie tak szkodliwa substancja występuje w żywokoście obok takich, które w zasadzie wątrobę powinny chronić - mam tu na myśli kwas fenolowy, litospermowy (o działaniu także gonadotropowym) - stąd rozmaite kontrowersje na temat tej rośliny. Zwolennicy doustnych dawek twierdzą, że szkodliwe substancje występują w naparstkowych ilościach i przy umiarkowanym prowadzeniu leczenia niczego nie zniszczą. Podpierają się oczywiście wielowiekową tradycją i świetnymi rekomendacjami zielarzy. Z drugiej strony można odnaleźć wiele negatywnych doniesień - obok wyników naukowych nad wspomnianymi alkaloidami - takich jak np. informacje na temat zgonów od spożycia ziela żywokostu. W świetle tego sporu Unia Europejska wycofała żywokost z listy ziół zastosowania wewnętrznego i tym samym wszelkie herbatki, nalewki, smażony żywokost (niektórzy dorwali go nawet w formie frytek) odeszły do lamusa. Pozostała jedynie sposobność zastosowania żywokostu zewnętrznie. Korzeń żywokostu zbiera się tradycyjnie na jesień (ewentualnie niektórzy polecają zbierać go wczesną wiosną, jeszcze przed rozwojem liści), zawiera alantoinę, która usprawnia rozrost kości. Zamiast jednak czekać na odpowiednią porę, można udać się do sklepu zielarskiego, gdzie kremy, maści i żele żywokostowe są dostępne.

Niezbędna w leczeniu żywokostem jest ogromna doza regularności w stosowaniu. I czas. Bo z nim zazwyczaj przychodzi uzdrowienie.

Angelika Maria Gomolińska
Biologia, studia doktoranckie

niedziela, 3 kwietnia 2016

Siła i determinacja, czyli jak z wiejskich dzieci zrobić mistrzów świata

Żabi Róg, mała wioska 40 km do Olsztyna. W tutejszym gimnazjum, do którego uczęszcza ok. 180 uczniów, prężnie działa sekcja unihokejowa. Sprawcą całego zamieszania okazał się nauczyciel w-f Marcin Zmiarowski, obecnie trener kadry narodowej. Jaki jest zatem przepis na sukces w sporcie? W jaki sposób można łączyć sport i edukację? Jak spełniać marzenia, mimo że wszyscy są sceptycznie nastawieni? W historii, w której sama uczestniczyłam, znajdziecie odpowiedzi na wszystkie te pytania.

Nie każdy zdaje sobie sprawę co to za sport ten unihokej, tak samo jak nie każdy zdaje sobie sprawę, że jest to sport ostatnimi czasy bardzo rozpowszechniany. Unihokej jest to sport drużynowy. Wyjściowy skład to 5 zawodników i bramkarz. Jest to sport kontaktowy. Zawodnicy do gry używają poliwęglanowych kijów zakończonych, kompozytową blendą oraz ażurowej plastikowej piłki. Celem każdej drużyny jest zdobycie większej liczby bramek aniżeli przeciwnik.

Unihokej (zwany również floorballem) to dyscyplina sportowa, której utworzenie przypisywane jest Szwedom. Wśród przodujących drużyn europejskich znajduje się jeszcze Finlandia, Czechy i Polska. Unihokej systematycznie zwiększa swoją popularność m.in. w Kanadzie, Singapurze, Japonii, Australii oraz w Stanach Zjednoczonych. W kraju jest bardzo rozpowszechniony w województwie małopolskim, gdzie reprezentowany jest przez jedną z przodujących drużyn, czyli Podhale Nowy Targ, znany jest również w województwie pomorskim, gdzie jednymi z bardziej znanych drużyn grających na szczeblu ogólnokrajowym są Osowa Gdańsk oraz UKS Wejherowo. Ostatnimi laty jest silnie propagowany na terenie Warmii i Mazur gdzie jedną z przodujących drużyn była UKS Orzysz, a duże sukcesy w dyscyplinie odniosła drużyna LUKS NOLET Żabi Róg.

Unihokej jest w Polsce sportem bardzo rozwijającym się. Wśród drużyn europejskich klasyfikujemy się na bardzo dobrej pozycji. Podczas Mistrzostw Świata w 2015 roku rozgrywanych w Finlandii, damska drużyna zdobyła VII miejsce. W 2011 roku w Czechach drużyna dziewcząt reprezentowana przez zawodniczki mojego rodzimego klubu jakim jest LUKS NOLET ŻABI RÓG, w Szkolnych Mistrzostwach Świata zdobyła złote medale. Była to niesamowita sensacja i szok, gdyż dziewczyny z gimnazjum liczącego 180 uczniów pokonały unihokejową potęgę jaką były Finlandia i Szwecja.

 Kiedyś LUKS NOLET Żabi Róg, teraz PAGED NOLET Żabi Róg, drużyna unihokejowa prowadzona przez wuefistę tamtejszego gimnazjum Marcina Zmiarowskiego, pod którego okiem miałam szczęście trenować przez ok. 3 lata, czyli od 2007- 2010. Zarówno sekcja żeńska i męska założona w roku 2005 odnosiła wielkie sukcesy na arenie krajowej, ale także na arenie międzynarodowej. Było to dosyć nieprzewidywalne, ponieważ klub nie miał na tamten okres żadnego wsparcia finansowego, utrzymywany był z miesięcznych datków wysokości 30 złotych miesięcznie od każdego zawodnika. Mało tego, w 2005 Gimnazjum w Żabim Rogu nie posiadało nawet Sali gimnastycznej, treningi odbywały się na małym korytarzu. Mimo to ciężka praca i zapał oraz energia i charyzma trenera doprowadziły drużynę niejednokrotnie do zwycięstwa.

Jak to możliwe? Na treningach zasady były proste. 5 razy w tygodniu, półtora godziny pełnego wycisku. Była masa chętnych, większość młodzieży szkolnej z Żabiego Rogu i okolic uczęszczało na treningi. Systematycznie sprawdzane były również nasze oceny. Jeżeli ktoś miał problemy z jakimś przedmiotem, mógł przyjść na trening tylko wtedy gdy poprawił oceny. Trener z całych sił starał się nam uświadomić, że unihokej może być przepustką do lepszego świata, że nie jest to tylko bezsensowne latanie z kijem. Oprócz ciężkiej pracy fizycznej na treningach nakazywał nam skupienie się na nauce, gdyż uważał że połączenie sportu i nauki może zaprocentować w naszym dorosłym życiu. W naszej szkole był on jednym z nielicznych, którzy mieli takie zdanie. Wsparcie takiej inicjatywy przez innych nauczycieli było relatywnie słabe. Dlaczego? Osiągnięcia drużyny były ogromne jak na tamten czas, a sukces niestety razi w oczy. Zamiast chodzić na zajęcia pozalekcyjne z siatkówki, wszyscy woleli iść na unihokej. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że niektórzy nauczyciele byli zazdrośni o to, że właśnie pan Zmiarowski potrafi tak przyciągnąć do siebie młodzież. I faktycznie był czas kiedy drużyna osiągała ogromne sukcesy.

Na meczach było różnie. Mój incydent w tej drużynie był niestety krótki, ale cieszyłam się że mogę zwiedzać z nimi Polskę i pograć. Zastrzyk adrenaliny jaki dawała gra na zawodach ogólnopolskich to było coś niesamowitego. Trener na meczach był bardzo wymagający, niektórzy nazywali go katem. Faktycznie, zdzierał głos i krzyczał, ale w końcu on tam rządził, musiał jakoś wykrzesać z nas energię i zmotywować do działania. Taka rola.

Drużyna LUKS NOLET Żabi Róg nie miała lekko. Brak pieniędzy na wyjazdy, brak funduszów na zgrupowania, brak wsparcia ze strony grona pedagogicznego. Ambicje trenera były ogromne, ale finanse były nikłe. On chciał grać z najlepszymi na świecie, a pieniędzy nie było. O wszystko trzeba było prosić władze miasta, szukać sponsorów, kolokwialnie mówiąc „żebrać”. Zarząd klubu i trener musieli każdemu za każdym razem udowadniać, że inwestycja w tą drużynę ma sens. Czasami nie wystarczyło pokazanie dyplomów, pucharów i medali. Lepiej jest inwestować w trzecioligową drużynę piłkarską, aniżeli w odnoszące sukcesy na arenie ogólnopolskiej dzieciaki. Ze wszystkim musieli radzić sobie rodzice z trenerem. Dopiero później udało się pozyskać sponsorów, którzy jak tylko mogli wspierali Nolet. Nikt nie wierzył w ten cały unihokej. Wszyscy uważali, że to nie ma przyszłości, że jest to jakiś dziwny wymysł Zmiarowskiego, ale on w to wierzył i zawodnicy też. I właśnie ta wiara w sukces i jego determinacja pozwoliła zagrać wszystkim tym, którzy skreślali tą idee, na nosie. Same sukcesy, Szkolne Mistrzostwo Świata. To nie przyszło samo z siebie. Wiara w sukces, a na treningach krew, pot i łzy, sprawiły że taka wiocha była w stanie tyle osiągnąć. 

Reasumując, unihokej to dyscyplina sportowa pretendująca do grona sportów olimpijskich. W kraju mamy wspaniałych unihokeistów, którzy godnie reprezentują nasz kraj w zawodach ogólnoświatowych, wśród nich są zawodnicy z drużyny LUKS NOLET Żabi Róg. Mimo trudności związanych z finansami oraz brakiem wsparcia wśród innych pedagogów Marcin Zmiarowski rozpalił sportową iskrę wśród dzieci i młodzieży z gimnazjum z Żabiego Rogu. On jako jeden z nielicznych propagował ten sport, chciał otworzyć swoim podopiecznym furtkę na lepsze życie. Zawodnicy dzięki ciężkiej pracy, determinacji oraz przeogromnemu wsparciu trenera i rodziców udowodnili, że nie ma rzeczy niemożliwych, zdobywając liczne medale oraz reprezentując nasz kraj w drużynie narodowej. Dwie zawodniczki na stałe związały swoje życie z unihokejem, grając teraz w drużynie Osowy Gdańsk.

Wiadomym jest, że sport nie jest zainteresowaniem każdego, ale cała ta historia jest najlepszym przykładem na to jak zdobywać szczyty. Wystarczy bardzo chcieć, dołożyć do tego zapał i pracowitość, mieć określony cel i nie poddawać się. T a historia uzmysłowić może dla każdego człowieka ,sportowca, humanisty, prawnika, biotechnologa, że determinacja jest potrzebna, że nie można się bać walczyć o marzenia, nawet jeżeli wsparcie jest nikłe. Przy odrobinie szczęścia i przy pomocy życzliwych ludzi można spełniać swoje marzenia, a przede wszystkim samemu czuć się spełnionym.

Siła, pracowitość i determinacja potrzebne są także w życiu biotechnologa, zarówno w czasie studiów, jak i później w pracy. Skoro udało się z unihokejem w małej miejscowości, to może uda się w każdej sprawie i w każdym miejscu?

Elżbieta Mazurowska
Biotechnologia inżynierska grupa 3

Linki do reportaży telewizyjnych, nagrywanych podczas akcji „Zwykły Bohater”, w której brał udział trener Marcin Zmiarowski.

Wydział na Dniu Otwartych Drzwi (2016)









St. Czachorowski

sobota, 2 kwietnia 2016

I Ogólnopolska Mikrobiologiczna Konferencja Naukowa MICROBS,


Serdecznie zapraszamy do udziału w I Ogólnopolskiej Mikrobiologicznej Konferencji Naukowej MICROBS, która odbędzie się 12-13 maja 2016 roku w miejscowości Dwikozy koło Sandomierza. Celem Konferencji jest przedstawienie osiągnięć naukowych w zakresie użycia i wykorzystania mikroorganizmów w przemyśle, medycynie, rolnictwie oraz w weterynarii. Ponadto Ideą Wydarzenia jest stworzenie forum dyskusyjnego oraz wymiana wiedzy na temat zastosowania, poznania warunków rozwoju, cech środowiska bytowania, budowy oraz przejawów życiowych mikroorganizmów.

Nagrodą Główną za najlepszą pracę badawczą: wystąpienie ustne bądź poster jest MICROJET „Najszybszy autoklaw na świecie” wartości 5 000 zł.

 Beata Zdunek





środa, 30 marca 2016

17. Europejski Kongres Biotechnologii


W dniach 3-6 lipca 2016 roku w Krakowie odbędzie się 17. Europejski Kongres Biotechnologii (ECB2016) – Najważniejsze wydarzenie w branży life science. Więcej: http://ecb16.com/
Europejski Kongres Biotechnologii organizowany jest co dwa lata przez Europejską Federację Biotechnologii i stanowi spotkanie nauki, liderów biznesu, inwestorów, wystawców oraz otoczenia politycznego. Przewiduje się, że w 17 edycji ECB weźmie udział ponad 1000 uczestników. Program Kongresu będzie obejmował 25 sympozjów, 200 mniejszych paneli. Zostaną w nim ujęte wszystkie dziedziny biotechnologii. Kongresowi będzie towarzyszyć wystawa oraz sesje posterowe.

BIOECONOMY OPEN SPACE&EXHIBITION
Klaster Life Science zaprasza na sesję poświęconą Biogospodarce (Bioeconomy and Biobusiness Session), a także towarzyszące jej wydarzenie pt. „Bioeconomy Open Space & Exhibition”,  które ma na celu pokazanie najlepszych przykładów i dobrych praktyk z dziedziny Biogospodarki.
Dowiedz się więcej!! Więcej szczegółów na:
http://lifescience.pl/zycie-klastra/wez-udzial-w-bioeconomy-open-spaceexhibition-w-ramach-europejskiego-kongresu-biotechnologii/

Oferta specjalna dla polskich uczestników i wystawców!
Miło nam Państwa poinformować, że ponieważ organizowany co dwa lata w Krakowie Central European Congress of Life Sciences EUROBIOTECH został wydarzeniem partnerskim ECB2016, polskim uczestnikom oraz firmom z branży life science oferujemy stypendium, które pozwoli pokryć część kosztów uczestnictwa. Dzięki temu specjalne stawki udziału w  programie oraz wystawie towarzyszącej ECB2016 są dużo niższe niż standardowe.
Typ rejestracji                       Cena
Naukowiec (Academia)              295€
Student (Young Scientist)           195€

Dodatkowe informacje o stawkach i kongresie: http://eurobiotech.krakow.pl/gb/d-20/news.html
UWAGA! Aby skorzystać ze specjalnych cen napisz na adres: ecb2016@targi.krakow.pl w celu uzyskania specjalnego linku rejestracyjnego.

Termin nadsyłania abstraktów został przedłużony: 15 kwietnia (referaty) oraz 30 kwietnia (postery). Zapraszamy do nadsyłania abstraktów!

Kongres odbędzie się w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym EXPO Kraków.

wtorek, 29 marca 2016

Kormorany 2016

W dniach 16-17 kwietnia w Kortowie odbędzie się już po raz 6. Ogólnopolski Studencki Festiwal Podróży Kormorany 2016 organizowany przez Akademicki Klub Turystyczny w Olsztynie. Impreza ma na celu integrację akademickich środowisk turystycznych oraz promocję podróży.
Studenci z całej Polski będą przez weekend wymieniać się swoimi doświadczeniami podróżniczymi oraz opowiadać o swoich przygodach.  Podczas festiwalu wybieramy najciekawszą studencką podróż minionego roku. Oprócz prelekcji konkursowych uczestnicy festiwalu oraz publiczność będą mieli okazję wysłuchać prezentacji pozakonkursowych zaproszonych gości, a także wziąć udział w licznych warsztatach. Festiwal jest idealną okazją do wyciągnięcia z piwnic swoich rowerów. Miłośnikom jednośladów oferujemy bezpłatny przegląd rowerów oraz drobne naprawy. Zapewniamy nie tylko dużą dawkę podróżniczych inspiracji, ale również liczne nagrody dla publiczności.

Serdecznie zapraszamy na podróżnicze opowieści z całego świata do Kortowa ! 16-17.04.2016 r. Aula im. M. Gotowca , ul. Oczapowskiego 5. Pokazy rozpoczynają się od godz. 10.00.